Apollo 1

110Apollo 1 było misją oznaczoną kryptonimem AS 204. W skład załogi biorącej udział w tej części misji wchodził Roger Chaffe jako pilot, Edward White jako starszy pilot oraz dowódca całego przedsięwzięcia czyli Vigil Grissom. Misja ta miała być lotem próbym, jedynie sprawdzającym możliwości techniczne pojazdów kosmicznych. I tak się stało, że dwudziestego siódmego stycznia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego siódmego roku misja się rozpoczęła. Jednak już podczas początkowego startu astronomowie zauważyli pierwsze oznaki pożaru. I zaraz potem cała trójka straciła życie. Pożar był skutkiem solidnego zwarca szerokiej i skomplikowanej instalacji elektrycznej. Jednak sam pożar nie zdołałby zabić astronautów, którzy mogli uciec, a reakcja tlenowa atmosfery – panowało tam obniżone ciśnienie, co pomogło płomieniom dostać się w bardzo szybkim tempie do kapsuły z astronautami. Być może możnaby uratować śmiałków, ale procedura otwierania kapsuły była zbyt skomplikowana, żeby to zrobić. Tak właśnie zakończył się program Apollo 1. „Apollo 11” była pierwszą misją, podczas której człowiek miał zostać postawiony na Księżycu. Kiedy JFK Kennedy ogłosił, że przed końcem dekady jeden z Amerykanów stanie na Księżycu, naukowcy musieli pracować pełną parą. Zbyt wielka stawka wchodziła w grę – dominacja nad Ziemią. Załogę, która miała wylądować na Księżycu, stanowili Edwin Aldrin jako pilot modułu księżycowego, Michael Collins w roli pilota modułu załogowego oraz Neil Armstrong jako dowódca. Start misji nastąpił szesnastego lipca tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego dziewiątego roku w Przylądku Canaveral. Po raz pierwszy w historii urządzenie lądujące wylątowało cztery dni później, a kiedy Neil Armstrong, jako pierwszy człowiek, postawił nogę na jego powierzchni, wygłosił swoją mowę, która została zapamiętana na zawsze: „To jest mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości”. Później dołączyli do niego inni astronauci i zaczęli prowadzić szerokie badania, zbierając kawałki księżycowych kamieni, ustawili amerykańską flagę i wykonywali zadania, jakie mieli do zrobienia. Lądowanie było wydarzeniem światowym, wszyscy z przejęciem oglądali „wielki krok dla ludzkości”.

Spisek

310Mimo wielu lądowań na Księżycu, na ich temat powstawało coraz więcej spisków. Istnieje wiele poszlak, niewyjaśnionych elementów na zapiskach z lądowania na Srebrnym Globie, że pozwoliło to ogromnej ilości ludzi tworzyć teorie, że rząd Stanów Zjednoczonych najzupełniej w świecie sfabrykował to wydarzenie. Dlaczego miałby to zrobic? Między innymi dlatego, że wykonanie tej misji byłoby zbyt kosztowne, a w sumie nie chodziło mu o prawdziwe pokonanie kolejnego kroku w drodze poznania wszechświata, a jedynie zyskać przewagę nad Związkiem Radzieckim, który miał już nad nim i tak zbyt wielką przewagę. Jednak niektóre dowody brzmią całkiem sensownie, jak na przykład dziwna gra cieni, które padają w różną stronę bądź są różnej długości, mimo że powinny być takie same (jedynym źródłem światła był tam Księżyc). Innym dowodem jest zdjęcie flagi, które na różnych ujęciach pokazuje jej zagięcia – są identyczne. Inny dowód przemawia za filmem, w którym John Young (Apollo 16) podskakuje i ląduje z inną prędkością, co w przypadku grawitacji całkowitej, jaka panuje na Księżycu, byłoby to niemożliwe. Start ostatniego wahadłowca także pozostawia wiele do życzenia. Obmyślano przeróżne sposoby wykonania tej niesamowitej misji. Wiedziano, że misja jest niezwykle niebezpieczna, człowiek może w niej stracić życie przez jakąkolwiek pomyłkę, wchodziło zbyt dużo obliczeń w to, więc jedna błędna cyfra mogła spowodować prawdziwy karambol kosmiczny. Zastanawiano się nad lotem bezpośrednim. Ten rodzaj polegałby na całkowitym wystrzeleniu z powierzchni Ziemi prosto w Księżyc, co jesdnak w tamtych czasach było absolutnie niemożliwe ze względu na niedostępność tak potężnego paliwa. Drugim sposobem było wystrzelenie najpierw jednej rakiety, która krążyłaby na orbicie z paliwem, a lecący na Srebrny Glob astronauci po prostu by tam tankowali, lecąc w obie strony. Ostatecznie wybrano trzecią możliwość, której pomysłodawcą był John Houbolt, jeden z czołowych naukowców NASA. Zakładał on plan numer dwa, jednak wprowadził znaczącą ilość poprawek swojego autorstwa. Przyjęto ten plan i tak też zaczęto go wykonywać. Misja Apollo mogła ruszyć z poziomu teoretycznego na praktyczny. Wyznacznik misji „Programu Apollo” był prosty – postawić człowieka na powierzchni Księżyca. Pomysł planowano i przygotowywano wstępną realizację już od dawna, jednak dopiero w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym roku, dwudziestego piątego maja prezydent JFK Kennedy wyłożył kawę na ławę podczas swojego przemówienia do narodu. Dlaczego tak nagle postanowiono dokonać tego czynu? Otóż był to rok stroszenia piór – Socjalistyczny Związek Republik Radzieckich prowadził ze Stanami Zjednoczonymi swoisty wyścig zbrojny. Ścigano się, kto wygra, kto będzie miał najwięcej bomb atomowych na świecie, ergo – kto będzie mógł uznać się za szefa wszystkich szefów. I jak narazie ZSRR prowadziło – jako pierwsze wysłało człowieka na orbitę okołoziemską, pierwszy sztuczny satelita na tej orbicie. USA musiało w jakiś sposób zareagować, ponieważ jak się zorientowali, już byli w tyle. Tak nie mogło się to potoczyć i doskonale o tym wiedzieli. Kennedy powiedział, że wrogo nastawiony naród nie może wyjść w kosmos jako pierwszy.

Apollo 9

210„Apollo 9” był pierwszym lotem człowieka dookoła orbity ziemskiej. Udział w misji ponownie brały udział trzy osoby – dowództwem operacji miał zajmować się James A. McDivitt. Pilotażem modułu dowodzenia zajmował się David R. Scott, natomiast za pilotaż modułu księżycowego odpowiedał Russel L. Schweickart. Załga rezorwowa również była brana pod uwagę, jednak bohaterami tej wyprawy zdecydowanie lecieli w kosmos. Wspierani byli także przez załogę, która miała ich wspierać z poziomu Ziemi. Lot miał ogólnie przynieść wyniki badań potrzebnych do przejścia na poziom dalszych procedur, czyli już samego lądowania na Księżycu. Podczas latania w przestrzeni kosmicznej astronauci musieli odcumować lądownik „Spider”, który miał oddalić się od nich na odległośc blisko stu sześćdziesięciu kilometrów. Operacja przebiegała bez awarii, żadnych zakłóceń, wszystko szło zgodnie z planem. Mając wolną rękę jeden z astronautów wykonał zdjęcie drugiego, podczas gdy ten pracował nad odcumowaniem jednej z kapsuł. Po tej operacji Amerykanie mogli już przygotowywać załogę, która miała stanąć na Księżycu. Program Apollo był serią ekspedycji wykonanych przez amerykański rząd. Celem eskapady było zdobycie po raz kolejny dominacji światowej poprzez postawienie człowieka na Księżycu. Działo się to w latach tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszy roku aż do tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego drugiego. Ale najważniejszym punktem, zaraz po postawieniu człowieka na powierzchni Srebrnego Globu było jego bezpieczne przetransportowanie z powrotem do domu, na Ziemię. Te kilka lat prób, badań, analiz, błędów, sukcesów i porażek zaowocowały faktem, że w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym dziewiątym roku w trakcie wykonywania jednej z misji człowiekowi udało się dotknąć stopą srebrnego globu. Późniejsze loty także owocowały lądowaniem dla ludzkości, ale nie było to już tak wielkie wydarzenie jak za pierwszym razem – wtedy świat, a zwłaszcza Stany Zjednoczone ogarnęła prawdziwa histeria radości z tego powodu. I trudno się dziwić – Ameryka odbywała teraz ważny sprawdzian światowej dominacji. Jeżeli zostałaby w tyle, jej autorytet z pewnością zostałby podkopany.

USA

301Nagły kontratak niemiecki na wojska alianckie, odkrył bolesną prawdę: na niemieckich Tylach nie było wywiadu z prawdziwego zdarzenia, tym bardziej na terenie Rzeszy. Okazało się, że niemiecka machina wojenna nie została zniszczona, co więcej, osiągała nowe szczyty wydajności. Naloty okazały się bardzo niedokładne. Osłonięci przed wzrokiem aliantów, Niemcy przemieścili zakłady zbrojeniowe i odzyskali moce produkcyjne. Produkowano ogromne i trudne do zatrzymania rakiety V2. Tylko zniszczenie ich fabryk i baz mogło zmniejszyć ataki niemieckie. Ameryka, jako jedyne państwo przystępujące do wojny, nie miała zorganizowanego wywiadu. Prezydent zlecił zbudowanie od podstaw służby wywiadowczej, a jego doskonała agencja szybko przeszła w chwale do historii pod nazwą OSS. Obmyślono koncepcję, która polegała na prowadzeniu tajnych misji na terenie wroga oraz walk partyzanckich. Działalność nie ograniczała się do zdobywania danych i dezinformacji, ale prowadzono również działania sabotażowe. Na teren Rzeszy mieli być zrzucani agenci. Trzyosobowa misja, pod dowództwem niemieckiego Żyda, który uciekł wraz z rodziną do Stanów miała ich szukać na terenie Niemiec. Trzeba było zdobyć dane o transportach żołnierzy i amunicji. Równie ważnym zadaniem Mayera było spenetrowanie gór Tyrolu, zweryfikować doniesienia ewentualnie sabotować prace nad mającą tam powstać twierdzą, w której Niemcy mieli się bronić do upadłego. Mayer, w przebraniu niemieckim udał się do kasyna, gdzie poznał dokładne plany ciągu niemieckich bunkrów, w których miał ukryć się Hitler. Dostarczając tych informacji, wpłynął na przebieg ostatniej fazy wojny. Za swą działalność zapłacił najwyższą cenę. Natomiast w miarę penetracji III Rzeszy, można było zrzucać coraz więcej zwiadów. Nie wszystkie odniosły takie sukcesy, jak misja Mayera. Przez piekło holokaustu przeszli też i agenci OSS. Wiele misji poniosło wielkie fiasko z powodu zwykłych ludzkich błędów. Wiele z nich zostało wyśledzonych przez Niemców. Regulamin przewidywał działania w przypadku, gdyby Niemcy schwytali agenta: musiał wytrzymać 48 godzin przesłuchania lub umrzeć. Dwa dni zwłoki, pozwalały jego kolegom schronić się w bezpiecznych miejscach.