Złe intencje

181Praca w gazecie to nowe doznania każdego dnia. Codziennie przeżywamy coś nowego, poznajemy nowych ludzi, albo po prostu idziemy do pracy po to by przeżyć.Maria pracowała w małej firmie, która prowadziła gazetę. Była asystentką młodszej redaktor. Nigdy nie lubiła tej pracy. Od początku jej się to nie podobało, ale nie mogła porzucić zajęcia, bo wtedy nie miałaby pieniędzy na przetrwanie. Zawsze chciała iść na studia, lecz rodzice nie mieli pieniędzy, a przynajmniej nie na to. Nie chcieliby szła na studia, ojciec się jej wyparł, gdy tak podjęła decyzję o uczelni. Kiedy się okazało, że nie może już mieszkać z rodziną, musiała się wyprowadzić z domu, a studia musiały zejść na dalszy plan? Nie miała pieniędzy na akademik, a gdyby zaczęła pracę tylko na pół etatu nie dałaby rady opłacić nawet najmniejszej kawalerki. Musiała zrezygnować z wykształcenia i poszła do pracy by zarobić na siebie. Dalej nie rozumiała, czemu rodzice nie chcieliby szła na studia, przecież nie musiała za nic płacić, oprócz książek. To było smutne, że rodzice tak ją potraktowali. To była kolejna cegiełka do jej muru między ludźmi a nią. Tym bardziej nie wierzyła w dobre intencje ludzi. Maria była zgorzkniała i nieprzystępna do czasu, kiedy spotkała swoją drugą miłość. Był nią Adam, mężczyzna, którego poznała przez przypadek.Maria myślała, że już nigdy nie spotka nikogo odpowiedniego dla niej. Nawet kogoś takiego nie szukała, bo, po co jej kolejne rozczarowanie. Na weselu kuzynki poznała uroczego mężczyznę o imieniu Adam. Nie chciała się na początku sama przed sobą przyznać, że on jej się podoba i z nim chciałaby zbudować swój związek. To był dla niej cios. Tak kryła się przed uczuciem, które przed laty ją zniszczyło, a teraz powróciło by znów ją zranić. Początkowo na weselu był sam, ale po kilku godzinach podeszła do niego kobieta i pocałowała w policzek. Jak się później Maria dowiedziała to jego żona i ma z nią dziecko. Maria tym bardziej popadła w rozpacz, nie wierzyła już całkowicie w miłość, znała tylko jej namiastkę. Myślała, że już będzie mogła porzucić rolę tej zgorzkniałej osoby, ale charakter znów do niej powrócił. Musi być silna i nie poddawać się emocjom. Po tym wydarzeniu przyrzekła sobie, że już nigdy nie pomyśli o mężczyźnie jak o kimś, z kim mogłaby spędzić resztę życia. Maria już nigdy nie będzie kochać, ani czuć dobrych emocji, na świecie będzie widzieć tylko zło. Maria już nigdy, do końca swego życia nikomu nie okazała zrozumienia. Rozumiała tylko swoje cierpienie, tylko własny ból, który nie ustawał.Maria widząc reklamy mające na celu pomoc biednym dzieciom i ich rodzicom, kiwała głową z niesmakiem. Kiedyś patrzyła na te dzieci z troską i współczuciem. Rozumiała ich ból, chciała pomóc. Teraz patrząc na to uważała, że te wszystkie fundacje kłamią i tak naprawdę pieniądze wpływają na ich konta i tam zostają. Maria raz zażyczyła śmierci koleżance, która zwróciła jej uwagę na to jak się zachowuje i co robi i żeby zastanowiła się zanim skrzywdzi innym. Po odejściu znajomej z pracy Maria w myślach zażyczyła jej śmierci, chciała by niewinna osoba zginęła i cierpiała w ostatnich godzinach życia. Po kilku tygodniach do pracy nie przyszła Anja, koleżanka, która powiedziała prosto w oczy Marii, co o niej myśli. Kilka godzin później okazało się, że ona zginęła w wypadku samochodowym. Wypadła z autostrady i leżała w samochodzie przygwożdżona do kierownicy, nie mogąc się wydostać. Samochód wybuchł, a ona zginęła. Wtedy Maria uświadomiła sobie, że to być może przez nią się stało. Zrobiło się jej naprawdę przykro. Pierwszy raz od kilku lat.

Pierwsze misje

321W kraju tym przebywali wszyscy szpiedzy świata. Także prowadzono tam działania z ramienia OSS. Szwajcaria, neutralny kraj w środku Europy była ostoją szpiegów. Fritz Kolbe okazał się najcenniejszym agentem w Europie, mając dostęp do najtajniejszej korespondencji w ministerstwie spraw zagranicznych Niemiec, był zdeklarowanym antynazistą. Na podstawie depesz uprzedzał, że Niemcy wiedzą o ustalonych trasach i datach kolejnych konwojów, co umożliwiało zmianę planów i uratowanie statków. Namierzone zostały działania niemieckiego agenta na terenie Ankary. W Bernie została zwerbowana druga grupa cennych informatorów. Zdobywano informacje o rodzaju produkowanych paliw i rozmieszczeniu ośrodków badawczych. Dalsze działania przyczyniły się do odkrycia jednej z największych tajemnic Hitlera, ośrodek badawczy w Peneminde. gdzie prowadzono prace nad rakietami V2. Równocześnie prowadzono wiele innych operacji, a nieliczni jeszcze agenci narażali swoje życie w niebezpiecznych misjach. Niektóre z nich zakończyły się błyskotliwym sukcesem, inne, sromotną klęską. Nie wystarczał jedynie sam heroizm, bo wymagania były ogromne. Potrzeba było dużo rozsądku i jeszcze więcej zimnej krwi. Gdy OSS przygotowywała się do wysłania agentów na teren Rzeszy, pojawił się problem w kwestii szkolenia technik szpiegowskich, chociaż lojalność nie była jeszcze pewna. Szkolenie obejmowało obsługę radiostacji, rzut granatem i strzelanie. Program obejmował nawet sztukę zabijania gazetą. OSS potrzebowało czegoś więcej, niż profesjonalnych zabójców., których pełno było w oddziałach specjalnych. Agenci musieli być jeszcze lepsi. Kandydat, który pałał żądzą zemsty, mógł stracić panowanie w czasie misji i narazić pozostałych członków na niebezpieczeństwo. Potrzebni byli ludzie, którzy chcieli przybliżyć zwycięstwo, a nie rzucać się na nazistów. Aby agent mógł przetrwać na terenie Rzeszy, trzeba mu było zapewnić nową tożsamość. Szpieg musiał znać szczegóły życia człowieka, który nigdy nie istniał. W środku nocy budzono agentów i zadawano pytania i z czasem agent przybierał nową tożsamość. Trudności spowodowane były brakiem pomocy ze strony ruchu oporu, jak to miało miejsce na terenie Francji. Szpiedzy, zrzucani na terenie Rzeszy, wrzucani byli w czarną dziurę. Wpadali w sam środek państwa policyjnego, gdzie nawet zwykli obywatele byli obserwowani. Ponad pól miliona szpicli obserwowało otoczenie, meldując o podejrzanych ruchach. Amerykaninowi trudno było udawać Niemca z powodu nieznajomości kultury, dlatego potencjalnych agentów werbowano z dwóch źródeł: pierwszymi byli emigranci z Europy, Belgowie, Francuzi, Holendrzy, którzy uciekli po niemieckiej agresji oraz niemieccy komuniści, prześladowani w Niemczech przez Narodowych Socjalistów. Agentów werbowano także spośród niemieckich jeńców. Oficerowie OSS przesłuchiwali imigrantów z Europy. Z niemieckich gazet, sprzedawanych w neutralnych miastach OSS wiedziało, co będzie potrzebne ich agentom w Niemczech. Dowiadywano się o zmianach przydziałów żywności, godzinie policyjnej, co pomagało lepiej fałszować dokumenty. Dobre fałszowanie dokumentów, wymagało oryginałów. Do produkcji dokumentów potrzeba było najlepszych fałszerzy.

Apollo 1

110Apollo 1 było misją oznaczoną kryptonimem AS 204. W skład załogi biorącej udział w tej części misji wchodził Roger Chaffe jako pilot, Edward White jako starszy pilot oraz dowódca całego przedsięwzięcia czyli Vigil Grissom. Misja ta miała być lotem próbym, jedynie sprawdzającym możliwości techniczne pojazdów kosmicznych. I tak się stało, że dwudziestego siódmego stycznia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego siódmego roku misja się rozpoczęła. Jednak już podczas początkowego startu astronomowie zauważyli pierwsze oznaki pożaru. I zaraz potem cała trójka straciła życie. Pożar był skutkiem solidnego zwarca szerokiej i skomplikowanej instalacji elektrycznej. Jednak sam pożar nie zdołałby zabić astronautów, którzy mogli uciec, a reakcja tlenowa atmosfery – panowało tam obniżone ciśnienie, co pomogło płomieniom dostać się w bardzo szybkim tempie do kapsuły z astronautami. Być może możnaby uratować śmiałków, ale procedura otwierania kapsuły była zbyt skomplikowana, żeby to zrobić. Tak właśnie zakończył się program Apollo 1. „Apollo 11” była pierwszą misją, podczas której człowiek miał zostać postawiony na Księżycu. Kiedy JFK Kennedy ogłosił, że przed końcem dekady jeden z Amerykanów stanie na Księżycu, naukowcy musieli pracować pełną parą. Zbyt wielka stawka wchodziła w grę – dominacja nad Ziemią. Załogę, która miała wylądować na Księżycu, stanowili Edwin Aldrin jako pilot modułu księżycowego, Michael Collins w roli pilota modułu załogowego oraz Neil Armstrong jako dowódca. Start misji nastąpił szesnastego lipca tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego dziewiątego roku w Przylądku Canaveral. Po raz pierwszy w historii urządzenie lądujące wylątowało cztery dni później, a kiedy Neil Armstrong, jako pierwszy człowiek, postawił nogę na jego powierzchni, wygłosił swoją mowę, która została zapamiętana na zawsze: „To jest mały krok dla człowieka, ale wielki dla ludzkości”. Później dołączyli do niego inni astronauci i zaczęli prowadzić szerokie badania, zbierając kawałki księżycowych kamieni, ustawili amerykańską flagę i wykonywali zadania, jakie mieli do zrobienia. Lądowanie było wydarzeniem światowym, wszyscy z przejęciem oglądali „wielki krok dla ludzkości”.

Wielki dąb

211Książe zaczął coraz więcej nabierać wielkiej siły i energii, tym razem mu się to udało Jego poddani nie mogli odwrócić wzroku, od tego jak pracował w swoich ogrodach, które otaczały jego pałac. Dzień po dniu troszczył się bardziej o swoje rośliny, tak jakby stały się jego przyjaciółmi. To właśnie do nich często wychodził, tak jakby znajdował w nich ukojenie. Z czasem czar prysł. Książe odszedł gdzieś, trzymając w ręku gałązkę. Gdy patrzył na nią, w jego oczach pojawiały się łzy, a w jego sercu smutek. Teraz zaczął dostrzegać rzeczy, które były kiedyś dla niego błahe. Zdał sobie sprawę, jak pora roku taka jak wiosna może uszczęśliwiać tysiące a nawet miliony ,bądź miliardy ludzi. Żadne pieniądze nie były w stanie tego kupić. Przeszedł on swego rodzaju metamorfozę, przemianę ze złego na dobrego .Nikt nie mógł się napatrzeć tego widoku. Jak to Książe, ma pieniądze i nie stać go by wynajął pracowników? Ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Chodziło przede wszystkim o spokój duchowy , o bycie szczęśliwym. Chciał tak jak inni, zwykli ,prości ludzie poczuć szczęście inaczej. Sława i pieniądze to nie wszystko, liczy się serce i dusza Zosia spadła na gałązkę, w końcu na ziemię tracąc przytomność. Odzyskując przytomność, próbuje wykonać jakiś ruch ,lecz coś jej nie pozwala. To ból nogi , który wskutek polowania Bila zranił ją. Oj biedna ta Zosieńka. Krzyczała pomocy, ratunku, ale nikt nie odpowiadał. Nagle ni stąd ni z owąd pojawia się pyszczek z norki. Zosia tłumaczy mu ,że spadła z nieba, gdyż złapał ją myszołów, a w dodatku skaleczyła się i potrzebuje pomocy. Niestety i królik jej nie mógł jej pomóc. Musiał sam zapchać dziurę w swojej norce. Twierdził , że jest bardzo zajęty i nie ma czasu na nic. Wysłał Zosieńkę do Borsuka, gdyż to on miał udzielić jej pomocy. Zosia odeszła Idzie biedna wzdłuż strumyka, kulejąc i kulejąc. Po czasie doszła do domu borsuka. Ten kazał jej wejść do środka i opatrzył jej ranę. Co za świat ! Dlaczego tak się dzieje ? Niestety nie znał odpowiedzi. Mała myszka tłumaczy borsukowi, iż to wina myszołowa, gdyż załapał ją w swoje szpony. Tłumacząc: byłam wtedy bezradna nie byłam w stanie nic zrobić jak się uratować Dobry borsuk pozwolił zostać Zosi u siebie, by odpoczęła, bo przecież za kilka dni miała być zdrowa jak ryba. Ale Zosia ruszyła w drogę Podczas dalszej pielgrzymki zobaczyła jeża ,który uprawiał jogging. Ten z wrażenia pyta się myszce co u niej wywołało taki smutek i płacz w oczach. Odpowiedziała ,że bardzo boli ją nużka, na co on odparł, żeby wybrała się do borsuka ,gdyż on na pewno jej pomoże. Jednak na nic to nie pomogło, iż ona właśnie od niego wracała. Jeż próbował pocieszyć Zosie, że po pewnym czasie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przejdzie jej wszystko. Z chęcią by ją przyjął pod swój dach, ale jak to rodzina jeżów jest strasznie kłująca. Następnie wysłał ją do wielkiego dębu. Podobno chętnie przygarniał wszystkich potrzebujących. Gdy dotarła już na miejsce była zdumiona wielkością dębu, nawet nie wiedziała w jaki sposób ma do niego przemówić. Udało się ,dąb przygarnął Zosię, a drugiego dnia poczuła się jak nowo narodzona. Ruszyła dalej w drogę szukając swego rodzinnego domu. Oj jak też się cieszono z powrotu najmłodszej. Myszka zdała relacje ze swej podróży. To była naprawdę nieciekawa przygoda, której nikt z nas nie chciałby przeżyć. Razem z mamusią usiadły przy kominku, ciesząc się , że mają siebie.