Poczucie winy

171Maria tylko jeden raz w życiu kochała kogoś naprawdę. Nigdy później nie spotkała nikogo odpowiedniego. Żyła sama i w samotności.Maria w gimnazjum kochała się w przystojnym chłopaku z jej szkoły. Na nieszczęście los podkusił ją o to by wyznała mu swe uczucia. Powiedziała, co do niego czuja, a on ją wyśmiał. Nie czuła się z Tm dobrze. Wtedy stała się zgorzkniała, ale nie tak jak to robią inni. Uśmiechała się do wszystkich, jednak w głębi duszy zawsze chciała wszystkich pokonać. I to właśnie robiła. Codziennie płatała komuś figle, chodziła na szkolne przedstawienia po to, by później wystawić nagrany przez siebie film na Internet z paskudnym komentarzem o każdym uczestniku. Problem w tym, że nikt nie wiedział, kto to taki kryje się za tak okropną osobą. Wielu podejrzewało Marię, ale na podejrzeniach poprzestali, bo nikt nie umiał tego poprzeć dowodami. Po tym jak chłopak ją odrzucił nigdy już nie patrzyła na żadnego z chłopców. Wielu chciało z nią chodzić, ale ona ich odrzucała. Nie chciała nikogo, bo bała się tego, iż to tylko głupie żarty. W końcu została sama. Nikt jej nie chce, bo nie daje się do siebie zbliżyć. W pracy wielu do niej startowało, ale na tym się skończyło. Była ładna, ale tego nie wykorzystywała. Maria miała poczucie winy, czuła się winna za śmierć Anji. Tak naprawdę nie chciała by to się wydarzyło, choć na takie coś mogło to wyglądać. Maria kilka miesięcy siedziała w domu, odkąd dowiedziała się o śmierci koleżanki, której życzyła śmierci. Przez te miesiące zastanawiała się, dlaczego to się stało. Jak ma odpokutować i co zrobić by ulżyło jej na sercu. W głowie przemknęła myśl, że mogłaby odejść z tego świata i nie zamartwiała by się tak jak do tej pory, nie cierpiałaby. Postanowiła tak zrobić. Napisała list do rodziców, w którym napisała, że ma dosyć tego życia, że wszystko jej się nie układa, a ona naprawdę ich kochała. Wysłała list do rodzinnego domu, a sama poszła na zakupy i zrobiła kredyt na karcie kredytowej na kilka tysięcy. Kupiła kilka sukienek najlepszych projektantów, poszła na największe lody, jakie kiedykolwiek jadła, obeszła całe miasto i powiedziała każdemu, co o nim myśl. Do domu wróciła wieczorem, około godziny 22. Zapaliła świeczki, włączyła muzykę i położyła te wszystkie sukienki, które kupiła naokoło siebie. Jedną włożyła na siebie. Położyła się na podłodze i kopnęła jedną ze świec, przyłożyła kawałek sukienki i odrzuciła ją na resztę sterty ubrań, jakie naszykowała. W mgnieniu oka ogień opanował cały pokój, a potem mieszkanie, słyszała jeszcze jak jedzie straż pożarna, ale ona czuła już tylko płomienie na skórze. Czuła jak się rozpływa, jak szybuje do góry, jak odchodzi z niej życie. Nie bała się ani przez chwilę, uważała, ze to konieczne i to zrobiła. Nazajutrz w całym mieście każdy wiedział o tym samobójstwie, a rodzice byli zrozpaczeni.