Powstanie

61W pierwszych dniach powstania Kazimierz Ostrowski zaproponował Bartoszewskiemu wstapienie do kadry wojskowej organizacji „Nie”. Celem jej była kontynuacja walki o niepodległość po przewidywanym zajęciu terytorium Polski przez Armię Czerwoną. Zasady tworzenia „Nie” wykluczały nabór ochotników, brano tylko ludzi zaufanych i wyznaczonych przez kierownictwo. Pracowali oni w placówce „Anna”. Rozpoczął wydawanie biuletynu „Wiadomości z miasta”. Kiedy w październiku na Warszawę nadciągnęły sowieckie czołgi rozpoczęły się masowe mordy. W 1944 roku Bartoszewski zmuszony był do opuszczenia Warszawy. Spowodowane to było faktem, iż Armia Czerwona wkraczała do miasta. Wykonywali wydany przez Hitlera wyrok zagłady. Na Kresach żołnierze AK byli więzieni, deportowani, oraz zabijani jeszcze przed wybuchem powstania, oraz w czasie jego trwania. Latem 1944 i latem 1945 roku wywieziono ze wschodniej Polski do Rosji kilkadziesiąt tysięcy ludzi, część z nich już nigdy nie wróciła. Bartoszewski wspomina, że pobyt w więzieniu był dla niego poznawczy i kształcący. Obserwował tu zróżnicowaną grupę ludzi, więźniów politycznych, kolaborantów i zwykłych przestępców. W styczniu 1950 roku przedstawiono mu zarzuty. Śledczy żądał, aby przyznał się do szpiegostwa. Starano się znaleźć podstawy do szantażu Bartoszewskiego. Na przesłuchaniach pytano o współpracę z Haliną Dąbrowską, która działała w kontrwywiadzie AK. Wrócono do czasów „Żegoty” i komórki więziennej, która podlegała strukturą kontrwywiadu. Proces odbył się w świetlicy więziennej. Oskarżono go o szpiegostwo. Cały proces nie trwał dłużej niż godzinę, jednak prokurator zażądał 10 lat pozbawienia wolności. Po dwóch dniach od zakończenia rozprawy Są Rejonowy dla m.st. Warszawy wydał wyrok. Brzmiał on: osiem lat pozbawienia wolności i 4 lata utraty praw. Wiosną 1954 roku przewieziono go do Rawicza. Tam okazało się, że cierpi na gruźlicę, pracujący tam lekarz, spreparował wyniki badań i dodał Bartoszewskiemu kilka ciężkich chorób. Niespodziewanie 1954 roku opuścił więzienie., gdyż zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego uznało, że został on bezpodstawnie aresztowany. Hasło „silni, zwarci i gotowi” Bartoszewski podzielał w pełni tak jak i jego koledzy. Uważał, że wojna zostanie wygrana szybko. Zupełnie nie spodziewał się, że czołgi niemieckie dotrą do Warszawy. Ogarnęło go uczucie gorzkiego zaskoczenie, gdy dowiedział się, że stolica jest zagrożona. Chciał walczyć. Zgłosił się do Rejonowej Komendy uzupełnień. Odesłano go jednak z niczym, gdyż początkiem wojny werbowano tylko osoby z kartami powołania. Niedługo potem został zmuszony przez Niemców do pracy przy rozbieraniu resztek barykad na ul. Puławskiej. Potraktowali go jak Żyda, gdyż był wychudzony, skromnie ubrany, oraz miał wydatny nos. Gdy okazałości, że Hitler odebrał paradę zwycięstwa, ogarnęła go bezradność. Poczuł, że nic nie jest w stanie zrobić. Zima 1939 roku przyniosła powszechne zubożenie, również w domu Bartoszewskiego. Panował chłód, głód, kłopoty z opałem, brak było ciepłej odzieży, a władze nie wypłacały pensji.