Spisek

310Mimo wielu lądowań na Księżycu, na ich temat powstawało coraz więcej spisków. Istnieje wiele poszlak, niewyjaśnionych elementów na zapiskach z lądowania na Srebrnym Globie, że pozwoliło to ogromnej ilości ludzi tworzyć teorie, że rząd Stanów Zjednoczonych najzupełniej w świecie sfabrykował to wydarzenie. Dlaczego miałby to zrobic? Między innymi dlatego, że wykonanie tej misji byłoby zbyt kosztowne, a w sumie nie chodziło mu o prawdziwe pokonanie kolejnego kroku w drodze poznania wszechświata, a jedynie zyskać przewagę nad Związkiem Radzieckim, który miał już nad nim i tak zbyt wielką przewagę. Jednak niektóre dowody brzmią całkiem sensownie, jak na przykład dziwna gra cieni, które padają w różną stronę bądź są różnej długości, mimo że powinny być takie same (jedynym źródłem światła był tam Księżyc). Innym dowodem jest zdjęcie flagi, które na różnych ujęciach pokazuje jej zagięcia – są identyczne. Inny dowód przemawia za filmem, w którym John Young (Apollo 16) podskakuje i ląduje z inną prędkością, co w przypadku grawitacji całkowitej, jaka panuje na Księżycu, byłoby to niemożliwe. Start ostatniego wahadłowca także pozostawia wiele do życzenia. Obmyślano przeróżne sposoby wykonania tej niesamowitej misji. Wiedziano, że misja jest niezwykle niebezpieczna, człowiek może w niej stracić życie przez jakąkolwiek pomyłkę, wchodziło zbyt dużo obliczeń w to, więc jedna błędna cyfra mogła spowodować prawdziwy karambol kosmiczny. Zastanawiano się nad lotem bezpośrednim. Ten rodzaj polegałby na całkowitym wystrzeleniu z powierzchni Ziemi prosto w Księżyc, co jesdnak w tamtych czasach było absolutnie niemożliwe ze względu na niedostępność tak potężnego paliwa. Drugim sposobem było wystrzelenie najpierw jednej rakiety, która krążyłaby na orbicie z paliwem, a lecący na Srebrny Glob astronauci po prostu by tam tankowali, lecąc w obie strony. Ostatecznie wybrano trzecią możliwość, której pomysłodawcą był John Houbolt, jeden z czołowych naukowców NASA. Zakładał on plan numer dwa, jednak wprowadził znaczącą ilość poprawek swojego autorstwa. Przyjęto ten plan i tak też zaczęto go wykonywać. Misja Apollo mogła ruszyć z poziomu teoretycznego na praktyczny. Wyznacznik misji „Programu Apollo” był prosty – postawić człowieka na powierzchni Księżyca. Pomysł planowano i przygotowywano wstępną realizację już od dawna, jednak dopiero w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym pierwszym roku, dwudziestego piątego maja prezydent JFK Kennedy wyłożył kawę na ławę podczas swojego przemówienia do narodu. Dlaczego tak nagle postanowiono dokonać tego czynu? Otóż był to rok stroszenia piór – Socjalistyczny Związek Republik Radzieckich prowadził ze Stanami Zjednoczonymi swoisty wyścig zbrojny. Ścigano się, kto wygra, kto będzie miał najwięcej bomb atomowych na świecie, ergo – kto będzie mógł uznać się za szefa wszystkich szefów. I jak narazie ZSRR prowadziło – jako pierwsze wysłało człowieka na orbitę okołoziemską, pierwszy sztuczny satelita na tej orbicie. USA musiało w jakiś sposób zareagować, ponieważ jak się zorientowali, już byli w tyle. Tak nie mogło się to potoczyć i doskonale o tym wiedzieli. Kennedy powiedział, że wrogo nastawiony naród nie może wyjść w kosmos jako pierwszy.