Wielki dąb

211Książe zaczął coraz więcej nabierać wielkiej siły i energii, tym razem mu się to udało Jego poddani nie mogli odwrócić wzroku, od tego jak pracował w swoich ogrodach, które otaczały jego pałac. Dzień po dniu troszczył się bardziej o swoje rośliny, tak jakby stały się jego przyjaciółmi. To właśnie do nich często wychodził, tak jakby znajdował w nich ukojenie. Z czasem czar prysł. Książe odszedł gdzieś, trzymając w ręku gałązkę. Gdy patrzył na nią, w jego oczach pojawiały się łzy, a w jego sercu smutek. Teraz zaczął dostrzegać rzeczy, które były kiedyś dla niego błahe. Zdał sobie sprawę, jak pora roku taka jak wiosna może uszczęśliwiać tysiące a nawet miliony ,bądź miliardy ludzi. Żadne pieniądze nie były w stanie tego kupić. Przeszedł on swego rodzaju metamorfozę, przemianę ze złego na dobrego .Nikt nie mógł się napatrzeć tego widoku. Jak to Książe, ma pieniądze i nie stać go by wynajął pracowników? Ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Chodziło przede wszystkim o spokój duchowy , o bycie szczęśliwym. Chciał tak jak inni, zwykli ,prości ludzie poczuć szczęście inaczej. Sława i pieniądze to nie wszystko, liczy się serce i dusza Zosia spadła na gałązkę, w końcu na ziemię tracąc przytomność. Odzyskując przytomność, próbuje wykonać jakiś ruch ,lecz coś jej nie pozwala. To ból nogi , który wskutek polowania Bila zranił ją. Oj biedna ta Zosieńka. Krzyczała pomocy, ratunku, ale nikt nie odpowiadał. Nagle ni stąd ni z owąd pojawia się pyszczek z norki. Zosia tłumaczy mu ,że spadła z nieba, gdyż złapał ją myszołów, a w dodatku skaleczyła się i potrzebuje pomocy. Niestety i królik jej nie mógł jej pomóc. Musiał sam zapchać dziurę w swojej norce. Twierdził , że jest bardzo zajęty i nie ma czasu na nic. Wysłał Zosieńkę do Borsuka, gdyż to on miał udzielić jej pomocy. Zosia odeszła Idzie biedna wzdłuż strumyka, kulejąc i kulejąc. Po czasie doszła do domu borsuka. Ten kazał jej wejść do środka i opatrzył jej ranę. Co za świat ! Dlaczego tak się dzieje ? Niestety nie znał odpowiedzi. Mała myszka tłumaczy borsukowi, iż to wina myszołowa, gdyż załapał ją w swoje szpony. Tłumacząc: byłam wtedy bezradna nie byłam w stanie nic zrobić jak się uratować Dobry borsuk pozwolił zostać Zosi u siebie, by odpoczęła, bo przecież za kilka dni miała być zdrowa jak ryba. Ale Zosia ruszyła w drogę Podczas dalszej pielgrzymki zobaczyła jeża ,który uprawiał jogging. Ten z wrażenia pyta się myszce co u niej wywołało taki smutek i płacz w oczach. Odpowiedziała ,że bardzo boli ją nużka, na co on odparł, żeby wybrała się do borsuka ,gdyż on na pewno jej pomoże. Jednak na nic to nie pomogło, iż ona właśnie od niego wracała. Jeż próbował pocieszyć Zosie, że po pewnym czasie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przejdzie jej wszystko. Z chęcią by ją przyjął pod swój dach, ale jak to rodzina jeżów jest strasznie kłująca. Następnie wysłał ją do wielkiego dębu. Podobno chętnie przygarniał wszystkich potrzebujących. Gdy dotarła już na miejsce była zdumiona wielkością dębu, nawet nie wiedziała w jaki sposób ma do niego przemówić. Udało się ,dąb przygarnął Zosię, a drugiego dnia poczuła się jak nowo narodzona. Ruszyła dalej w drogę szukając swego rodzinnego domu. Oj jak też się cieszono z powrotu najmłodszej. Myszka zdała relacje ze swej podróży. To była naprawdę nieciekawa przygoda, której nikt z nas nie chciałby przeżyć. Razem z mamusią usiadły przy kominku, ciesząc się , że mają siebie.