USA

301Nagły kontratak niemiecki na wojska alianckie, odkrył bolesną prawdę: na niemieckich Tylach nie było wywiadu z prawdziwego zdarzenia, tym bardziej na terenie Rzeszy. Okazało się, że niemiecka machina wojenna nie została zniszczona, co więcej, osiągała nowe szczyty wydajności. Naloty okazały się bardzo niedokładne. Osłonięci przed wzrokiem aliantów, Niemcy przemieścili zakłady zbrojeniowe i odzyskali moce produkcyjne. Produkowano ogromne i trudne do zatrzymania rakiety V2. Tylko zniszczenie ich fabryk i baz mogło zmniejszyć ataki niemieckie. Ameryka, jako jedyne państwo przystępujące do wojny, nie miała zorganizowanego wywiadu. Prezydent zlecił zbudowanie od podstaw służby wywiadowczej, a jego doskonała agencja szybko przeszła w chwale do historii pod nazwą OSS. Obmyślono koncepcję, która polegała na prowadzeniu tajnych misji na terenie wroga oraz walk partyzanckich. Działalność nie ograniczała się do zdobywania danych i dezinformacji, ale prowadzono również działania sabotażowe. Na teren Rzeszy mieli być zrzucani agenci. Trzyosobowa misja, pod dowództwem niemieckiego Żyda, który uciekł wraz z rodziną do Stanów miała ich szukać na terenie Niemiec. Trzeba było zdobyć dane o transportach żołnierzy i amunicji. Równie ważnym zadaniem Mayera było spenetrowanie gór Tyrolu, zweryfikować doniesienia ewentualnie sabotować prace nad mającą tam powstać twierdzą, w której Niemcy mieli się bronić do upadłego. Mayer, w przebraniu niemieckim udał się do kasyna, gdzie poznał dokładne plany ciągu niemieckich bunkrów, w których miał ukryć się Hitler. Dostarczając tych informacji, wpłynął na przebieg ostatniej fazy wojny. Za swą działalność zapłacił najwyższą cenę. Natomiast w miarę penetracji III Rzeszy, można było zrzucać coraz więcej zwiadów. Nie wszystkie odniosły takie sukcesy, jak misja Mayera. Przez piekło holokaustu przeszli też i agenci OSS. Wiele misji poniosło wielkie fiasko z powodu zwykłych ludzkich błędów. Wiele z nich zostało wyśledzonych przez Niemców. Regulamin przewidywał działania w przypadku, gdyby Niemcy schwytali agenta: musiał wytrzymać 48 godzin przesłuchania lub umrzeć. Dwa dni zwłoki, pozwalały jego kolegom schronić się w bezpiecznych miejscach.